Uparty dmuchawiec ;)

Anarietta pytała pod ostatnim postem czy coś robię na maszynie. Chwilowo niestety nie, choć mam w planach uszyć kilka toreb :)
Moją pracę nad nimi zatrzymał dmuchawiec, który nie chce się doprać. Po niby "spieralnym" niebieskim markerze zostały ciemne plamy. Nie pomogły dwa prania i vanish. Ma ktoś może pomysł jak te resztki markera wywabić?

Dmuchawiec z nimi nie wygląda zbyt ciekawie:


























A tu na zbliżeniu:




Nawet jeśli nie uda mi się ich doczyścić to i tak w tym tygodniu siadam do maszyny i uszyję z niego torbę.



Udało mi się natomiast dokończyć lawendę - bez konturów:







Z konturami:



I po praniu:



Muszę się teraz zastanowić, który haft wyszywać jak już cała seria skończona. Gdy przeliczyłam ile mam rozpoczętych prac to wyszło mi ich aż 7, mam więc z czego wybierać ;)

Kolejna odsłona lawendy

Dziękuję za każde słowo otuchy pod ostatnim postem. Czas płynie coraz szybciej i trzeba żyć dalej. Przez ostatnie 2 tygodnie trochę krzyżyków przybyło w obrazkach z lawendowej serii. Do ukończenia został już tylko jeden. Bardziej skupiłam się na wytworach biżuteryjnych, które już niedługo będzie można oglądać na moim drugim blogu.

Saszetka bez konturów:






















Tu już z konturami:






Mydło lawendowe:






Nagietek z kwiatowego samplera:



Życie kochanie trwa tyle co taniec...

Dłuższą chwilę mnie tu nie było... wszystko przez śmierć mojego dziadka, od której dzisiaj mija dokładnie tydzień. Mimo, że wszyscy spodziewaliśmy się takiego rozwiązania to i tak wciąż nie możemy się po nim pozbierać. Była to ostatnia osoba, po której się tego spodziewaliśmy. W wieku 87 lat był w znakomitej formie fizycznej, codziennie ćwiczył i przegoniłby niejednego 20-latka. Na 2 miesiące przed odejściem z tego świata w jednym ze swoich ataków choroby przeskoczył przez metalowy płot ;)
Lecz na początku tego roku wysiadło to, co pozwala kontrolować tak zdrowe ciało, czyli mózg.
Wszystko przez tego nieznośnego Niemca, Alzheimera. Pani doktor nie mogła uwierzyć, że jeszcze późną jesienią dziadek jeździł na rowerze, robił zakupy i ogólnie sam mógł o siebie zadbać, uważała, że jest to 5-letnia choroba. A każdy kto dziadka znał zaświadczyłby, że tak nie było.

Istnieją więc na tym świecie przypadki, których nawet współczesna medycyna nie jest w stanie pojąć.

Na robótki przez dłuższy czas nie miałam chęci, ani siły. Dopiero kilka dni temu zabrałam się za lawendową serię.

Kilka krzyżyków przybyło do saszetki lawendy:




Rozpoczęłam też ostatni obrazek z serii:




Kilka literek przybyło do "Keep calm..."


Niech żyje bal!
Bo to życie to bal jest nad bale!
Niech żyje bal!
Drugi raz nie zaproszą nas wcale!
Orkiestra gra!
Jeszcze tańczą i drzwi są otwarte!
Dzień warty dnia!
A to życie zachodu jest warte!


Cross, my passion way - moje pasje © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka